Picie właściwej ilości wody jest prawdziwym wyzwaniem w dzisiejszych czasach. W domu łatwo można siebie przypilnować - w pracy takie pole manewru jest znacząco ograniczone. Z początku trudno mi było zaakceptować ciągłe sączenie wody... Ale jednak się udało.
W tygodniu wprowadziłam drobną modyfikację - również zaczęłam pić Lapacho (1L lapacho i około 1,5L wody z cytryną lub 1,5L wody z cytryną i ogórkiem - obliczyłam wartość wody jaką muszę wypić).
Efekt: Nawodnienie mojego organizmu w procentach spadło z 39,0% do 38,8%. Wychodzi na to, że organizm przestaje usilnie magazynować wodę (zatrzymywanie wody w organizmie). Dodatkowym atutem picia wody jest to, że czuję się lepiej. Głowa tak często mnie nie boli. Jestem bardziej "rześka". Minusem jest to, że zaczęło mi być cały czas zimno - a zawsze było mi gorąco, nawet w zimie.
Przyznam szczerze, że nigdy takich ilości nie piłam - zawsze uzupełniałam wodę, ale nie spodziewałam się, że dopiero tak duże ilości są poprawne.
W tym tygodniu chciałabym wprowadzić więcej wyzwań. Dlaczego? Z powodu dbania o własne zdrowie. Gdybym tylko raz w tygodniu coś zmieniała na lepsze - trwałoby to zbyt długo... A tak ,przywracam nawyki, nad którymi dawniej pracowałam. Trzymaj za mnie kciuki. ;)
Pozdrawiam,
M.M.
Waga: 87,4 kg
Wzrost: 153 cm
Nawodnienie: 38,8 %
Tkanka tłuszczowa: 49,1 %
Wyzwanie:
- prawidłowe wypróżnianie
- minimum cukru/syropu glukozowego-fruktozowego (tylko raz w tygodniu podczas tzw "godziny grzechów")
- poranne ćwiczenia (radio taiso)
- posiłki - najbardziej duże/wartościowe śniadania, obiady średniej wartości, zaś kolacje najlżejsze
- po godzinie 18.00 bez posiłków
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz